sobota, 11 lutego 2017

Chorobowe

Kasperkowe problemy z uszami, a dokłądniej jednym uchem zaczęły się już dawno. Pod koniec wakacji choroba nawróciła z pogorszeniem, diagnoza po wymazie - malassezia. Gdybym już wtedy wiedziała, że tej choroby praktycznie nie da się wyleczyć pewnie bym się załamała. Ale może byłoby lepiej? Niestety, dowiedziałam się dopiero niedawno gdy choroba znów nawróciła....teoretycznie podleczyłam stan poprzednią maścią, aktualnie podaję zarówno maść i krople. Mimo tego iż krople nie są najlepszą opcją, ale są one najlepsze na tego grzyba. Malassezia to jedno komórkowy grzyb, który namnażał się spanielowemu ze względu na dogodne warunki....tak dogodne warunki mimo 3-aktywnego antybiotyku:( na razie zaleczyliśmy, ciekawa jestem na jak długo. Profilaktycznie póki co czyszczę mu to ucho dość często, codziennie podwiązuje na chwilę do góry, a teraz czekam, aż płukanka z aurum będzie dostępna i zamawiam cały zestaw. Trzymajcie kciuki za Kasperkowe ucho..




Jakby problemów z uszami było mało...na sesji z Zuzą Marczuk Kas strasznie marzł, cały czas się trząsł i gdybym nie miała derki to chyba by mi tam zamarzł... jak mogłam się domyślić, nie wiele później zaczął potwornie kichać przez co się przyduszał...wylądowaliśmy u weterynarza na zastrzykach, dostaliśmy leki i syrop na odporność.





Przy okazji tematu uznałam, że wspomnę o chorobie Quicka, która co prawda była w październiku. Stan Quicka był bardzo, ale to bardzo zły. Zaczęło się od wymiotów i biegunki. W pewnym momencie było już tak źle, że postanowiliśmy zmienić weta. Gdy dojechaliśmy na miejsce Qui praktycznie nie kontaktował, leciało z niego z dwóch stron, z krwią, ślina wisiała mu przy pysku, cytując weterynarza "zapach charakterystyczny dla parwowirozy". Wtedy byłam naprawdę przerażona. Młody był tak odwodniony, że krew kompletnie nie chciała lecieć, pobraliśmy dosłownie kilka kropelek i daliśmy do badania. Wyniki były dobre, nie była to choroba od kleszczowa. Po pierwszej kroplówce była znaczna poprawa. Na drugiej siedzieliśmy strasznie długo, ledwo chciała lecieć, Qui nie mógł drgnąć...i jeszcze był strasznie znudzony, zmęczony i nie wiedział co się dzieje. W tamtej klinice usłyszałam, że to albo parwowiroza albo bardzo silne zatrucie, ale po co robić testy skoro długo się na nie czeka, są drogie,a leczy się tak samo! (??????????????) wielkie CO? Po powrocie do domu od razu wykonałam telefon do poleconej lecznicy, po szybkim omówieniu objawów i podjętym leczeniu usłyszałam "Proszę Pani, to już parwowiroza w zaawansowanym stadium, małe szanse na wyleczenie, można leczyć objawowo, ale nie ma pewności." Dobranoc, tak, tak usłyszałam na całą noc, miłe pocieszenie na sen....dzień później Quiniczek wstał na nogi, jaka to była ulga! Pojechaliśmy do nowej lecznicy, gdzie na miejscu wykluczyliśmy parwo, podaliśmy dalszą dawkę antybiotyku i "rosołek" odżywczy. Leczenie dokończyliśmy już w tej klinice. Niestety przez niedouczenie lekarzy namartwiłam się bardzo...gdyby na początku zrobić test i wykluczyć chorobę...ale jasne, klinika nie miała testów więc zmyśliła gadkę o długim oczekiwaniu i drogim badaniu. Na koniec po wszystkim, od kolejnego weterynarza usłyszałam, że mógł przejść parwowirozę, ale miał na tyle silny organizm, że podczas testów już jej nie było. No jasne xD






































Aktualnie zostały nam do diagnozy tylko Kasprowe węzły chłonne i krew i do kwietnia mamy spokój z weterynarzami, w kwietniu Quickowe rtg. Prosimy o kciuki!!!

Pozdrawiamy, K&K&Q

2 komentarze:

  1. Biedny Kasper! :( Zdrówka dla niego, trzymam kciuki. Dobrze, że z Quick wszystko ok! Trzymamy kciuki również za rtg :)
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda wyśmienicie! Istne arcydzieło :-) Muszę spróbować jak najszybciej. Pozdrawiam i dziękuję

    OdpowiedzUsuń