niedziela, 20 marca 2016

Wypad do Łodzi, debiut obedience.

 Długo zastanawiałam się czy jest sens pisać coś o tych zawodach...o tej porażce:P ale jak to się mówi 'na wszystko jest wytłumaczenie', mniej lub bardziej racjonalne, ale fakt jest. No więc piszę o tym masakrycznym debiucie :D



Heheh, całe 12 pkt:P akurat co do chodzenia przy nodze to było ślicznie, 10 pkt zostało odjęte za nie mój błąd, ale już nie będę drążyć, z sędzią się nie dyskutuje.. ;) 
Zaczynając od początku - za późno wyjęłam go z samochodu, pozwoliłam zacząć sobie wąchać, nie zdążyłam go wysikać i weszłam na tor z wąchającym psem. 
-Na socjalizacji nie wysiedział, skoczył na sędzię i jak widać zostały ucięte punkty. 
-Pierwsze warowanie przez minutę zerwał prawie od razu, poprawiliśmy i było super, no ale dys. 
-Chodzenie przy nodze na smyczy wyzerowane, bo nie wiedziałam, że idąc na smyczy też muszę się zatrzymać, ups:P
 -Chodzenie przy nodze bez smyczy, było bardzo ładne, tylko na końcu trochę się zamotaliśmy i jeszcze jeden czynnik, który zrobiłam dobrze, a usłyszałam, że źle - trudno, ja jestem zadowolona. 
-Przywołanie zerwał mi dwa razy, jak tylko się odwracałam zaczął biec do mnie, eh myślałam, ze mamy to już za sobą..
 -Aportu się nie podjęliśmy (było to przed ostatnie ćwiczenie)
 -Przeszkoda, no cóż, Kas zna totalnie inną przeszkodę, drewnianą, z szerszymi boczkami, tu mieliśmy dwa patyki i materiał (dosłownie:P), ominął i poszedł się wysikać, uuups.. jak już wspomniałam, moja wina, powinnam to załatwić wcześniej.
 -Zmian Pozycji też się nie pojęliśmy, a żałuje, akurat to mogłam zrobić, zmiany ma pięęękne! Dostaliśmy 5 dys na jednym wejściu, no nie wierze, hahah

Fot. Marta Guzek
Fot. Marta Guzek

Po przebiegu, fot. Iga Jagusińska
Ogólnie na miejsce dojechaliśmy o 8:30, od razu poszłyśmy robić mini trening, Kasprowi wszystko szło pięknie, nie zrywał zostawania, ładnie chodził na kontakcie, liczyłam się tylko ja i żarcie, potem na przebiegu stres wziął górę, usłyszałam, że nie był w stanie go znieść i ode mnie uciekł (2 razy, zrywając zostawanie i po poprawieniu, nagrodzeniu i zakończeniu ćwiczenia), to prawda, stresowałam się bardzo, nie ogarniałam co sędzia ode mnie chce, nie czekałam na pozwolenie wydania komendy czy odejście... no cóż ja muszę robić wszystko szybko:P Po przebiegu poszłam na bok ogarnąć psa i też wszystko szło super, bo zszedł ze mnie stres. Na agility Kas mój stres wyładowuje na hopkach, w obi jest za wolno i za dużo przerw dlatego się zrywa. Popracuje się nad tym.

Po wszystkim pojechaliśmy na milszą część dnia - borderowy spacer, najpierw z Lilou, Fru, Heaven, Blue i Basią, a potem dołączyły jeszcze 4 inne bordery (wybaczcie, ale pamiętam tylko Kena i Skya z imienia). Błądziłyśmy, psy zaliczyły kąpiel, wylatały się, potem szłyśmy koło lotniska i nareszcie doszłyśmy na prześliczne uroczysko. Po kilku godzinach zaczęliśmy wracać do warszawy, dotarliśmy o 18:30, w domu byłam dopiero o 21:P Ale... mimo mega nie udanych zawodów (chociaż z psa jestem zadowolona, tylko przez te 10 minut zachowywał się źle, akurat przez te 10, żadne inne xD), pozdrawiamy Łódź, mam nadzieje, że jeszcze tam wrócimy :D

Fru, Lilou, Heaven, Basia, Blue, Kas
Fot. Maja Fesolowicz (Basia, Blue & friends)
góra: Heaven, Basia, Ken, czeko nie znam imienia, Fru, Kas
dół: Blue, Sky, Lilou
Fot. Maja Fesolowicz
Fot. Maja Fesolowicz

11 komentarzy:

  1. Fajnie byłoby, gdybyś odważyła się nieco więcej napisać o tym, co Twoim zdaniem było dobrze, a sędzina oceniła niewłaściwie - tak się składa, że regulamin zerówki jest pełen sprzeczności (regulaminy pozostałych klas, jeżeli czytać je po polsku - także) i przypuszczam, że taka, a nie inna interpretacja sędziny wynikała z zawodniczego doświadczenia.
    Swoją drogą, ja akurat z sędziowania jestem bardzo zadowolona, bo mam wrażenie, że było relatywnie łagodne dla psów, za to śruba mocno była przykręcona ludziom. Zresztą, po sobie widzę, że jednak za ogrom błędów podczas przebiegu odpowiedzialny jest człowiek i bardzo się cieszę, że oberwałam po głowie za np. zbyt wczesne rozpoczęcie ćwiczenia chodzenia przy nodze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z sędziowania ogólnie też jestem zadowolona, aczkolwiek zostały mi odjęte punkty za to, że poszłam po złej stronie pachołków, a poszłam po dobrej, tylko tyle, ale jednak straciliśmy punkty na, hm, zagapieniu? Czymś w tym stylu.

      Usuń
  2. Ej, ważne jest to, że podjęliście się zadania ! My mieszkamy tak daleko od jakichkolwiek psich ośrodków i bardzo rzadko mamy szansę na spacery z więcej niż jednym psem, że nawet takiego wejścia pewnie byśmy z Syriuszem nie zaliczyli bo choć w kameralnym gronie zrobiłby wszystko na cacy to nie jest od przyzwyczajony do takiego rozproszenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze jest doświadczenie. Jeden, drugi, trzeci raz i przywykniesz do stresu! :) Din też bardzo odreagowuje mój stres, gasi się i chce zrobić wszystko dobrze ale przez to spięcie zle czyta moje sygnały (no bo właściwie to ja je zle wydaję xD).
    Fajnie jest mieć psa który czując stres działa lepiej (czyt. Max) idealny na zawody xD Idealny żeby obyć się z sytuacją. Na seminarium (w końcu pierwsze moje z tym konkretnym psem, który jednak waży 40 kg, potrafi dziabnąć jak mu się coś nie podoba no i na większości treningów zachowuje się jak rozwydrzony bachor) był idealny. Pod presją działa jak żaden inny. Dokładny, staranny, POWAŻNY (WTF ast poważny xD). Wiesz czego nie robić następnym razem, wiesz jak ma to wyglądać od strony startującego ja uważam że taka wiedze i doświadczenie jest zajebiste i nieporównywalne :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ważne ,że podjęliście się tego , a nie to jak wyszło. Każdy opełnia błędy , ale z czasem będzie lepiej :)
    swiatmoichzwierzakow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Będzie lepiej. :)
    Fajnie, że spróbowaliście, to zawsze jakiś nowe doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. W kwietniu to my będziemy miały nasze 1 zawody, ale agility i strasznie się boję że może nam nie wyjść, ale myślę że będziemy trenować w dużych rozproszeniach, bo Sasha ma również problemy z zapachami. Pamiętaj, żeby pomyśleć "zawsze mogło być gorzej". W niektórych wypadkach mi to bardzo pomaga. :) oraz trzeba się uczyć na błędach, bo każdy je popełnia. Pozdro!
    http://pani-nataszowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak to mówią: nie od razu Kraków zbudowano! Jeden raz, drugi, trzeci, piąty, setny, tysięczny i będziecie fruwać po obikowym torze bez żadnych disów :D
    A tak na serio. Powinnaś być dumna choćby za to że wyszłaś ze swoim psem i zaczęłaś wykonywać ćwiczenia. (no oczywiście z psem) A stres... był jest i będzie. Z czasem nauczysz się okiełznać go tak, aby nie przeszkadzał Wam we wspólnej pracy i wygrywaniu obikowych pucharów hahaha
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak to mówią: nie od razu Kraków zbudowano! Jeden raz, drugi, trzeci, piąty, setny, tysięczny i będziecie fruwać po obikowym torze bez żadnych disów :D
    A tak na serio. Powinnaś być dumna choćby za to że wyszłaś ze swoim psem i zaczęłaś wykonywać ćwiczenia. (no oczywiście z psem) A stres... był jest i będzie. Z czasem nauczysz się okiełznać go tak, aby nie przeszkadzał Wam we wspólnej pracy i wygrywaniu obikowych pucharów hahaha
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Następnym razem będzie lepiej... Mogłaś nie odpuszczać i może udałoby Ci się wyluzować, psu na pewno byłoby wtedy łatwiej. A po co tam czekać na pozwolenie wydania komendy ? Co Ty pies? :') - nie bierz tego do siebie a podejdź do tego z dystansem.

    Ja akurat mojego kluska nie mam zamiaru zabierać na tego typu zawody, a obedience nie trenujemy - dziwni z nas ludzie....i psy.

    Pozdrawiamy
    http://bialykrukk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwszy raz jest zawsze trudny, teraz przynajmniej wiecie jak i co poprawić :)
    Pozdrawiamy, Biscuit Life | Zapraszamy na KONKURS!

    OdpowiedzUsuń