czwartek, 10 września 2015

Kosmos w Annówce

Annówkowy kosmos to nic innego jak FreeXy! Razem z rudzielcem załapaliśmy się pod oczy Agnieszki i Martyny...:)



W poniedziałek (17.08) o 5:00 rano byliśmy jeszcze w rozsypce mimo iż mieliśmy wyjechać godzinę wcześniej. Koniec końców udało się wszystko szybko połączyć i 5:15 byliśmy w trasie :)
Psy miały w bagażniku bardzo mało miejsca, Holly w klatce dla kota, Kasu nie mógł się nawet wyciągnąć..ale koniec końców Hol zwinęła się tam w kłębek (nie pytajcie jak to zrobiła..mogła przecież z niej wyjść i położyć się na klatkach), a Kasper jakoś się porozpychał i oba psy poszły spać. Dojechaliśmy punkt 8:34. Zebrałyśmy rzeczy z samochodu i weszłyśmy za bramę, potem do domu gdzie przywitała nas Marta i przydzieliła pokój. Pokój był bardzo przestronny, rozłożyłyśmy klatki, schowałyśmy psy i poszłyśmy do reszty.
Po rozłożeniu toru i przywitaniu się, zajęcia zaczęła pierwsza grupa. My jako druga czekaliśmy na swoją kolej.

Fot. Zuza Rutkowska
W końcu i my wyszliśmy na plac - z psami. Poznaliśmy tor i kolejno rozgrzewając psy mieliśmy kilku minutowe dwa wejścia. Przy pierwszym towarzyszył mi ogromny stres, ale rudy piesek poradził sobie cudownie i dzielnie pomykał mimo mojego nie ogarnięcia. <3

Martyna, Agnieszka dzięki za wszystkie ćwiczenia (zwłaszcza streeeffki), rozjaśnienie wszystkich najważniejszych rzeczy w agility. Było przegenialnie. Annówka to naprawdę bajeczne miejsce! Okoliczny las i jeziorka, jedzenie, ludzie, atmosfera..zostać i nigdy nie wracać :D Liczymy na szybki powrót. Fakt, przez cały wyjazd Kasu miał problemy z zapachami, ale gdy tylko się wkręcił biegał idealnie. Trochę wolno, ale to wszystko przez temperatury i intensywne treningi. W pokoju zachowywał się najlepiej jak się da. Zero warków, grzecznie akceptował każdego pieseczka. Klatkował też bez najmniejszego problemu, spał i nawet nie próbował piszczeć czy się wydostawać! Spał ze mną w łóżku, na górze i nie próbował zbytnio popełnić samobójstwa:P Na spacerkach chodził bez smyczy i raczej się odwoływał, a jak już zwiał do innego pieska (z dwa/trzy razy), nawet gdy miał swoją zabawkę nie miał złych zamiarów. Trochę denerwował się na Sorina i kilka innych piesków, które przyjechały na weekendowe sztuczki (musiałyśmy zwolnić pokój więc psy klatkowały na dole), ale w sumie mogę mu wybaczyć, cały wyjazd był grzeczny.

Czemu nie cyknęłam nic jak wszystkie psy
chasały razem tylko jak byłam sama?

Ostatniego dnia mieliśmy mini zawody...yyy kupa śmiechu :P Ostatnia grupa z najgorszym czasem i wynikiem? My! :D Szkoda tylko, że po każdym przebiegu byłam tak załamana zachowaniem psa, że miałam zakaz zbliżania się do niego dopóki nie ochłonę :P Zdecydowanie nie było to z powodu zwiewania z toru, za pierwszym razem wkurzyło mnie, ze na mnie warknął jak go złapałam, a za drugim fiksacja na zabawkę, grr ;p W każdym razie jestem na siebie zła, że drugim razem wystartowałam ze złą energią "bo nie chce się skupić na mnie bo ktoś piszczy", ale prawda jest taka, że mój pies nie umie pracować na cokolwiek gdy w pobliżu jest piszczałka. Gdyby nie ona, pobiegł by bez niczego, tylko z motywacją głosową. I tak na piszczącą piłeczkę pobiegł idealnie, zła byłam, że zfiksował i przewrócił boczek przeszkody (w gruncie rzeczy z samego zdarzenia się śmiałam). Tak więc mini zawody były przegenialne i prześmieszne. Musimy nauczyć się pracować przy piszczałkach i już wiem jak się za to zabrać.







Mimo wszystko atmosfera była przecudowna, mam nadzieje na jak najszybszy powrót do Annówki :) Do zobaczenia!

Fot. Z. Rutkowska
Fot. Z. Rutkowska
Fot. Zuza Rutkowska



Fot. Z. Rutkowska

1 komentarz:

  1. Zazdroszczę takich wyjazdów ;) Świetne przeżycia dla Was obu na pewno. Nie ma czasu się nudzić. Pozdrawiamy ;)
    Shusha Schroniskowy Spaniel

    OdpowiedzUsuń